To dotyczy każdego – poranne wstawanie. Jak to w życiu jest raz lepiej, raz gorzej. Czasami łatwiej wstaje się w poniedziałek, czasami lepiej w piątek. Ale kto by pomyślał?! - dziś wręcz czekałam na budzik! Chyba wiem dlaczego. Wczoraj wzięłam Olę i Bronka, parę owoców, trochę ciepłej herbaty, dwa zestawy zgaduj z czuczu i poszliśmy na długi spacer. Wróciliśmy o 22.30! Ola się cieszyła, bo dziś będzie mogła się pochwalić koleżanką jaka to z jej mamy jest “krejzolka”, ale Broneczka to prawie niosłam… Miałam pretensje do siebie, jak wracałam tak po ciemku, jakieś typy w kapturach się o tej porze po ulicach włóczą a ja - jak bohaterka jakiejś noweli młodopolskiej - z dzieckiem na ramieniu i drugim za rękę! Jedne plus tej historii, że spałam jak dziecko (w zasadzie jak moje dziecko – Bronek), a wstałam cudownie wypoczęta. Sezon spacerów rozpoczęty!
Leave a Comment
